Recenzje

Recenzja jury Festiwalu Filmowego „Nakręceni” w Bełchatowie:

„Film ten obficie czerpie z najlepszych tradycji kina noir. Opowieść rozwija się nieśpiesznie, w rytm ociężałego i flegmatycznego monologu głównego bohatera-narratora. Jak to zwykle bywa w przypadku kina noir, na plan pierwszy wysuwa się ekspresyjna warstwa wizualna. Jednak w Lamencie paranoika, dzięki realizacji zdjęć w typowo komiksowej stylistyce, ikonograficzny sztafaż czarnego kryminału (ciemne uliczki, puste, długie korytarze) działa na widza ze zdwojoną siłą. 
Mówiąc krótko, jest to film o niezwykłej, niepokojącej atmosferze, która z każdą minutą ulega spotęgowaniu i od której trudno się uwolnić nawet długo po zakończeniu projekcji.”

====================================

REGULARNIK DRUGIEJ ERY, WYDANIE SPECJALNE PYRKON 2015
(aut. Marika Kaiser)

„Lament paranoika” to krótkometrażowy debiut Darka Kocurka, polskiego grafika i twórcy okładek do dzieł takich autorów jak Stephen King, Orson Scott Card, czy też Stefan Darda. Gdy słyszymy tytuł „Lament Paranoika” nie kojarzy nam się zapewne z niczym konkretnym. Być może myślimy o średniej jakości dramacie, ale na pewno nie przychodzi nam wtedy do głowy Stephen King, a dokładniej – jeden z jego najoryginalniejszych utworów. Zdziwione miny i zmarszczone w geście zadumy brwi wielu czytelników mistrza horroru są tu jak najbardziej uzasadnione, bo jak twierdzi sam autor tego krótkometrażowego filmu „nawet, jeżeli ktoś jest wielkim fanem Kinga i czyta regularnie jego książki, to i tak zapewne nie zna tego opowiadania”.  Przyczyna tego jest w pewien sposób banalna, a zarazem stawia nas, odbiorców w bardzo niekorzystnym świetle – Lament Paranoika napisany jest wierszem. 
Główny bohater filmu to tytułowy paranoik, który jest zamknięty w swoim klaustrofobicznym mieszkaniu i snuje rozważania na temat związanych z nim teorii spiskowych. Zwracając się momentami bezpośrednio do widza, jakby doskonale zdawał sobie sprawę z jego obecności, przedstawia mu dybiące na jego życie postacie i zdarzenia, które jedyne potwierdzają jego chorą teorię. 
Sam monolog, który stanowi kompletną treść opowiadania Kinga jest monotonny, wyprany z wszelkich emocji, momentami nieco cyniczny, lecz co najważniejsze, zupełnie niepasujący do młodego przerażonego mężczyzny (w tę rolę wcielił się Michał Modliński), który na naszych oczach kuli się pod drzwiami, obawiając się każdego odgłosu dobiegającego zza ściany. Głos, który do nas przemawia to głos dojrzałego rozsądnego człowieka (narratorem jest Leszek Teleszyński) , który racjonalnie przeanalizował swoją sytuację i podjął wszelkie kroki by zapobiec nieuchronnej klęsce. Dysonans ten zamierzony czy też nie, sprawia, że widz w w jeszcze większym stopniu dostrzega paranoję, która ogarnęła bohatera. Kontrast między rozbieganym wzrokiem, trzęsącą się sylwetką, a spokojnym głosem robi piorunujące wrażenie. 
Duszny, ciężki, przytłaczający, chwytający mocno za gardło i nieopuszczający nawet długo po seansie klimat tego filmu został dodatkowo osiągnięty dzięki połączeniu techniki komiksowej z pewnymi charakterystycznymi chwytami filmu noir. Miasto , które przedstawia reżyser, to klasycznie ciemne, ponure miejsce, w którym ciągle pada deszcz. Pod drzwiami głównego bohatera czai się mężczyzna w czarnym płaszczu, a samo mieszkanie paranoika skąpane jest jedynie w nikłym blasku księżyca. Atmosferę niepokoju podkreśla dodatkowo rozedrgany obraz, który zdaje się symbolizować chaotyczne, choć ubrane w spokojne słowa myśli paranoika. Całość dopełniona została tym, w czym Darek Kocurek sprawdza się od lat – mistrzowską oprawą graficzną.
Ilustracje stanowiące w dużej mierze tło dla przedstawionych wydarzeń, napawają widza swego rodzaju niepokojem. Ogromne miasto to w gruncie rzeczy labirynt, w którym za każdym rogiem czyha niebezpieczeństwo.
Na szczególną uwagę zasługuje również świetnie dobrana muzyka, którą reżyser skomponował wraz z Jackiem Kuderskim (basistą zespołu Myslovitz). Momentami monotonna, hipnotyzująca, ślizgająca się gdzieś na krawędzi mózgu, wwiercająca się w głowę niczym dźwięk pozytywki, innym razem jakby wyciągnięta żywcem z filmu science fiction. Przewijające się przez ten krótki film motywy muzyczne świetnie ilustrują monotonną narrację. Nadają jej swego rodzaju rytmiczności i organizują przedstawiony obraz. 
Dziesięć minut. Tyle trwał seans i tyle też wystarczyło bym po opuszczeniu ciemnej sali, przez kilka minut ledwie powstrzymywała się przed tym, by nie obejrzeć się przez ramię, sprawdzając, czy ktoś mnie nie śledzi. Hipnotyzująca, klaustrofobiczna, duszna i paraliżująca myśli, a przede wszystkim wpędzająca w paranoję – atmosfera tego filmu na długo przylgnęła do mnie i trudno było mi się z niej otrząsnąć.
Biorąc pod uwagę to, w jaki sposób Lament Paranoika oddziałuje na widza, trudno uwierzyć, iż jest to kino amatorskie, reżyserski debiut człowieka, który na co dzień z filmem związany nie jest. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że Darek Kocurek nie poprzestanie na jednym filmie i swój talent przekuje w kolejne, równie angażujące dzieło.

====================================

 Krótka opinia o „Lamencie paranoika” w  „Nowym życiu Pabianic” (wyd. 11-08-2015)

Czwarta edycja festiwalu filmowego „Kocham dziwne kino”  odbyła się w tym roku w plenerze i ściągnęła do kina „Tomi” ogromną rzeszę  miłośników filmu krótkometrażowego i amatorskiego …. Festiwal rozpoczął w piątek, 7 sierpnia, blok filmów pozakonkursowych. Mnie najbardziej podobał się „Zombie news” ale najciekawiej zrealizowany był „Lament paranoika” Dariusza Kocurka na podstawie opowiadania Stephena Kinga.