Wywiad dla StephenKing.pl

Czy mógłbyś w kilku zdaniach opowiedzieć o sobie? Jak długo zajmujesz się już projektowaniem grafik? Jak doszło do tego, że stałeś się autorem okładek książek Kinga?

Obecnie mieszkam i pracuję w Katowicach. Grafiką komputerową zacząłem zajmować się na początku lat 90. Korzystałem wówczas z komputerów Amiga. W kolejnych latach pracowałem jako grafik w firmach o różnych profilach, dzięki czemu zajmowałem się zarówno animacją, grafiką 3D, komputerowym projektowaniem architektonicznym jak i typową grafiką reklamowo-wydawniczą. W przypadku okładek Kinga tak naprawdę zaczęło się od grafik przygotowanych do pierwszego kalendarza dla StephenKing.pl (rok 2007). Prace te zostały dostrzeżone przez wydawnictwo, które akurat poszukiwało ilustracji do wznowień powieści Stephena Kinga. Zakupiono wówczas grafiki do „Desperacji”, „Rose Madder” i „To” oraz zaproponowano mi stworzenie okładek do „Mrocznej Wieży”.

Popraw mnie jeśli się mylę, ale na polu okładek do książek debiutowałeś chyba właśnie Kingiem. Czy wcześniej miałeś już na koncie inne publikacje?

Zgadza się, pierwszą wydaną okładką była „Desperacja”. Wcześniejsze moje publikacje nie były związane z okładkami. Były to przykładowo publikacje i artykuły w czasopismach komputerowych.

Kilka twoich prac (ograniczmy się już tylko do tych kingowych) doczekało się publikacji nie tylko na okładkach książek. Jakie grafiki twojego autorstwa zostały wydane w kraju i za granicą, zarówno w magazynach, antologiach jak i innych publikacjach?

Sporo moich grafik pojawiło się ostatnio w brytyjskich czasopismach poświęconych grafice komputerowej. Są to jednak głównie prace nie związane ze Stephenem Kingiem. Z kingowych grafik publikacji w czasopismach zagranicznych doczekały się jedynie „Song of Susannah”, oraz dwukrotnie „The Mist” (brytyjskie „AdvancedPhotoshop” i holenderskie „SF Terra”)

Współpracujesz z prężnie działającym holenderskim Fan Clubem Stephena Kinga. Kalendarze z twoimi grafikami rozchodzą się nawet chyba lepiej w Holandii i Belgii niż w Polsce. Miałeś wystawę swoich prac podczas wielkiej imprezy kingowej w Holandii. Masz też swój dział na stronie holenderskiego Fan Clubu. Jak zaczęła się wasza współpraca? Czy często dostajesz odzew od zagranicznych fanów? Bo z tego co zdążyłem zauważyć, na zagranicznych forach jesteś bardzo wychwalany.

Rzeczywiście fani Kinga z Francji, Holandii, Niemiec czy Rosji generują duży ruch na mojej stronie i wymieniają się na forach opiniami na temat moich prac. Często też dostaję opinie bezpośrednio na email lub poprzez MySpace, a także przez liczne galerie zagraniczne, na których prezentuję swoje prace. W przypadku fanklubu holenderskiego zaczęło się od tego, że wytropił mnie pewien holenderski fan Kinga poszukujący grafik związanych z „Rose Madder”. Ciekawostką jest to, że przez pewien czas zanim tego nie sprostowałem, na którymś zagranicznym forum bylem przedstawiony właśnie jako artysta z Holandii 🙂

Jakimi technikami pracujesz? Jak przebiega proces tworzenia grafik?

Z reguły łączę grafikę 2D z fotomontażem. Trudno opisać dokładnie proces tworzenia takich prac. Najważniejszy jest oczywiście pomysł. Następnie w pewien sposób dzielę całość na elementy, które będą zmontowane ze zdjęć, oraz na te które dorysuję. W przypadku tych pierwszych zaczynam od wykonania i skompletowania odpowiednich zdjęć. Do kalendarzowej grafiki „Ostatnia sprawa doktora” szukałem na przykład odpowiedniego budynku (znalazłem go w Chorzowie). A na potrzeby ilustracji „Koniec całego bałaganu” zwabiłem do domu kilka os :). Potem już tylko komputerowa obróbka i montaż. Nigdy nie robię szkiców, więc nie trzymam się sztywno tego co wymyśliłem na początku. Bywa, że całkowicie zmieniam pierwotnie zaplanowaną kompozycję.

Twoim znakiem rozpoznawczym jest liczba 19 umieszczana na grafikach, która siłą rzeczy znika z ostatecznych okładek. Udało się przemycić jakąś na publikacji niekingowej?

Prawie już się udało, ale nieoczekiwanie odrzucono pewną okładkę, więc wkrótce podejmę kolejną próbę „przemytu” 🙂

Na niektórych Fan Artach umieszczałeś też swoją mocno zmodyfikowaną postać. Czy na jakiejś okładce (kingowej lub też nie) możemy zobaczyć przemienionego nie do poznania Kocurka?

Po siebie sięgam już w ostateczności albo z braku czasu na znalezienie kogoś innego. Wolę stać po drugiej stronie obiektywu. Z reguły wiem co mi potrzebne i łatwiej mi ustawić modela. Mało zmodyfikowany a zarazem mało rozpoznawalny pojawiłem się jedynie na okładce książki Georga Pelecanosa.

W życiu prywatnym jesteś fanem Stephena Kinga. Od dawna obcujesz z tym pisarzem? Jaka jest twoja ulubiona książka lub opowiadanie?Pierwszym tekstem Kinga jaki trafił w moje ręce było opowiadanie „Ballada o celnym strzale” opublikowane w 1988 w polskim magazynie „Fantastyka”. I chyba od tego się zaczęło. Nie mam tej jednej ulubionej, ale w ścisłej czołówce na pewno są: „Mroczna wieża”, „Bastion”, „Christine”, „Dolores Claiborne”, „Misery”, „Worek kości”, „Buick 8”. To książki, do których lubię co jakiś czas wracać. Uwielbiam też opowiadania.

Okładki do książek Kinga tworzyłeś tylko dla wydawnictwa Albatros. Jak przebiegała współpraca z wydawcą. Miałeś choć odrobinę wolnej ręki? Bardzo wiele bardzo dobrych prac twego autorstwa zostało ostatecznie odrzuconych. Czy to wydawca cały czas narzucał swoją wizję czy jakieś okładki zrobiłeś według własnego pomysłu? 

W przypadku „Mrocznej Wieży” patrząc z perspektywy czasu można powiedzieć, że i tak poszło w miarę gładko bo ilustracje do czterech tomów (II-IV i VI) przeszły prawie „od ręki” a tom VI „Pieśń Susannach” wydawał mi się jednym z trudniejszych do zilustrowania. Najgorzej było z tomem pierwszym i ostatnim. Tu faktycznie wydawca miał swoją konkretną wizję, do której nie umiałem (lub nie chciałem) się nagiąć. Starałem się przykładowo w miarę wiernie odtworzyć sam budynek „Mrocznej Wieży”, która (jak czytelnicy wiedzą) wbrew pozorom nie była z zewnątrz imponującą budowlą. Wydawca jednak nie akceptował moich pomysłów. Praca nad okładkami przeciągała się owocując kolejnymi odrzuconymi ilustracjami.

Twoje okładki zdobią też niektóre książki wydawnictwa Prószyński i S-ka. Tutaj jedynie otarłeś się o Kinga okładką do ‚W cieniu płonących świec’ Tabithy King. Z tego co mówił nam Vincent Chong, ten wydawca daje całkowicie wolną rękę artyście. Możesz podsumować tę współpracę?

Rzeczywiście, w przypadku wydawnictwa Prószyński i S-ka grafik ma dużą swobodę. Czasem wydawca podaje pewne sugestie i oczywiście w przypadku serii (jak seria S. Kinga czy J. Deavera) trzeba zachować pewien styl ale można pozwolić sobie na swoje wizje i pomysły. Jestem zadowolony z tej współpracy.

Zrobiłeś tylko kilka okładek do książek Kinga. Pierwsze z nich to grafiki z naszego kalendarza. Całkowicie nowe prace, stworzone specjalnie dla wydawnictwa Albatros zrobiłeś dopiero do wznowienia serii ‚Mroczna Wieża’ i w tym przypadku powstało multum projektów, które co rusz były odrzucane. Czy jesteś niezadowolony z jakiejś ostatecznie wybranej wersji, która zdobi obecne wydanie sagi.

Najmniej (bo chyba wcale) podoba mi się ilustracja tomu VII. Zdecydowanie lepiej wyglądałaby tam któraś z moich odrzuconych wersji. Jak też wiadomo cała saga miała być wydana w wersji ekskluzywnej. Ostatecznie zrezygnowano z tego pomysłu. „Mroczną Wieżę” wydano jak pozostałe książki Kinga. Myślę, że same ilustracje również na tym straciły.

W Polsce książki Kinga wydaje się „pod serię”. Nie ma takiej sytuacji jak choćby w wydawnictwie Fabryka Słów, gdzie każda pozycja traktowana jest indywidualnie i to grafik rozmieszcza na niej wszelkie napisy. Czy jesteś zadowolony z ostatecznego wyglądu okładek? Przykładowo twoja ‚Rose Madder’ została bardzo przycięta na okładce i w zasadzie to co było najważniejsze w grafice wypadło z okładki.

Najczęściej wydawnictwa same nanoszą ostateczną typografię, grafik dostarcza tylko ilustrację. W przypadku okładek do serii kiedy znany jest układ okładki łatwo jest skomponować ją w ten sposób by istotne elementy były widoczne. Najczęściej dostarczam grafikę „na wymiar”, więc nie ulega ona już żadnemu kadrowaniu. Nieco inaczej było w przypadku „Rose Madder”. Faktycznie została dosyć nieszczęśliwie skadrowana.

Od czasu twoich pierwszych okładek bardzo ewoluowałeś, co wyraźnie widać patrząc na ostatnie grafiki w kalendarzu na 2009 rok. Czy teraz, patrząc na ‚Desperację’ lub ‚Rose Madder’, jesteś z tych prac zadowolony?

Zawsze tak jest, że patrząc na swoje starsze prace coś by się w nich zmieniło. Z całą pewnością w „Desperacji” co nieco bym poprawił i sądzę, że kiedyś zrobię nowszą wersję. Co do „Rose Madder” nie mam większych zastrzeżeń.

Zrobiłeś okładkę do płyty Fingers T – muzyka z Wielkiej Brytanii. Jest to pierwsza płyta ilustrująca dwa tomy sagi ‚Mroczna Wieża’, a w planach są jeszcze 2 części. W jaki sposób zaczęła się wasza współpraca? Czy orientujesz się jak dalej rozwija się ten projekt?

Współpraca zaczęła się przypadkowo. Poznaliśmy się przez MySpace. Peterowi spodobały się moje grafiki do „Mrocznej Wieży” i wyszedł z propozycją okładki. Obecnie Fingers T kończy pracę nad drugą płytą czeka mnie więc zrobienie kolejnej okładki 😀

W zapowiedziach na nowych wydaniach Albatrosa cały czas widnieją twoje okładki do wznowień ‚To’ i ‚Bastionu’. Tę pierwszą wydawca nawet zakupił od ciebie, ale było to bardzo dawno temu. Od tego czasu do łask wrócił pan Kopalski. Czy jest możliwość, że jeszcze zobaczymy książki Kinga z okładkami Darka Kocurka?

Mam taką nadzieję i na pewno będę działał w tym kierunku.

Gdybyś miał możliwość wybrać jedną książkę Kinga, którą chciałbyś zilustrować, co by to było?

Hmm…. wybór tej jednej jest trudny. Bardzo pobudzająca wyobraźnię i szalenie inspirująca jest na pewno „Mroczna Wieża”. Fabuła osadzona w tak różnych światach stwarza nieograniczone możliwości twórcze. Chciałbym kiedyś stworzyć cykl grafik związanych z „Mroczną Wieżą”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *